Jak wziąć za siebie odpowiedzialność i jak ma się to do rodzicielstwa?

Jakże wielu z nas żyje w ułudzie, że wszystko byłoby inaczej, gdyby to ‘inni’ się zmienili. Mówimy na przykład: ‘jak oni mogą zadawać mi takie pytania’, ‘gdyby tylko mój mąż miał inne nastawienie’, czy ‘to dziecko doprowadza mnie do szaleństwa’. W ten sposób czynimy z siebie istotę, na którą wpływ mają głównie warunki zewnętrzne. Jest nam źle, bo ONI zadają te pytania, bo ON jest takim mężem, bo ONO tak się zachowuje. Kiedy właśnie tak postrzegamy świat to bardzo często czekamy aż inni się zmienią, aby cokolwiek mogło zmienić się w naszym życiu - aż mąż zacznie myśleć tak jak my, aż dzieci dorosną, czy szef przestanie prosić o rzeczy, których nie mamy w umowie. Odbieramy sobie trochę z naszej sprawczości, część wpływu i przede wszystkim odpowiedzialności za własne życie.

Rozważmy na przykład sytuację, w której szef nagminnie prosi nas o parzenie mu kawy, podczas gdy umówiliśmy się z nim na prace biurowe i parzenia kawy nie mamy wpisanej w umowie. Czekając aż ON zmieni swoje postępowanie możemy do emerytury narzekać na beznadziejnego szefa i każdego dnia rodzić w sobie coraz więcej frustracji za taki stan rzeczy, bo przecież raz już zgłaszałyśmy jemu, że to nie należy do naszych obowiązków.

Dla mnie najważniejsze pytanie, które możemy sobie zadać w takiej sytuacji (i w każdej podobnej – w której to KTOŚ robi coś, co nie jest nam na rękę lub z czym jest nam trudno) to: co JA mogę zmienić, zakładając że zachowanie szefa się nie zmieni, aby poczuć się lepiej? Mi to pytanie przywraca poczucie wpływu na sytuację i od razu czuje się lepiej, bo mówię sobie, że mam wpływ na to co się ze mną dzieje i jak się czuję. Z drugiej strony takie podejście sprawia że jesteśmy w 100 procentach odpowiedzialni za wszystko co się z nami dzieje. Ostatecznie to przecież my podejmujemy decyzję, kto jest naszym mężem, jak spędzamy czas z naszymi dziećmi i jakiej pracy się podejmujemy. I to bywa tym trudniejszym kawałkiem do przyjęcia. Bo często przypisywanie sobie naszego wkładu, kiedy chodzi o sukcesy przychodzi nam z łatwością, jednak już przejęcie odpowiedzialności za to, co w naszym życiu nie gra, nie jest takie łatwe. Często łatwiej tkwić w codziennym narzekaniu i myśleniu: takie jest życie, z tym już nic nie mogę zrobić, dobrze że nie jest gorzej. Wtedy okazuje się że to narzekanie jest naszym przyjacielem - strażnikiem, który dba aby nie poczuć się fatalnie samemu ze sobą. 

Większość rzeczy w naszym życiu zależy od podjętych przez nas decyzji. Oczywiście zdarzają się trudne sytuacje zewnętrzne (np. odejście współmałżonka, przewlekle chore dziecko, czy wiele, wiele innych), ale dalej to od nas zależy, z jakim nastawieniem do tego podejdziemy, czy jak się zachowamy w obliczu takich okoliczności. 

W takich sytuacjach bardzo często występującym zjawiskiem jest tzw. niezgoda na rzeczywistość. Występuje ona pod postacią takich sformułowań jak: ‘to się nie mogło zdarzyć’, ‘jak on tak mógł’, ‘przecież ludzie się tak nie zachowują’! Kiedy myślimy o czymś w ten sposób automatycznie rodzi się w nas złość – którą wyrzucamy poprzez narzekanie i krytykowanie innych. W naszym przykładzie wyglądałoby to tak: jak ten szef może prosić o tą kawę, przecież nie na to się umawialiśmy, jak w ogóle można być takim człowiekiem! I po wypowiedzeniu lub pomyśleniu czegoś takiego pojawia się w nas złość, która często blokuje nasza kreatywność, w efekcie czego zostajemy w punkcie bezradności i narzekania - czasem na krótko a czasem na wiele, wiele lat. 

Spójrzmy jednak, co się może wydarzyć kiedy zdecydujemy się naprawdę przejąć odpowiedzialność za swoje życie. Wróćmy do przykładu z szefem - rozwiązań może być wiele w zależności od sytuacji. Jednak pierwszy krok to akceptacja rzeczywistości. I nie chodzi mi tu o akceptację w stylu: tak już jest i będzie, po prostu to przyjmę… tylko raczej o taką postawę, aby powiedzieć sobie: mam szefa który prosi o robienie kawy - co mogę z tym zrobić? Być może jak przestanę robić kawę to stracę pracę, mogę pójść z tym do sądu, ale czy chcę? Czy chce szukać innej pracy czy zostać w  tej? Jakie są inne aspekty tej pracy? Czy lubię osoby z którymi pracuje? Czy szef prosi jeszcze o inne zadania na które się nie umówiliśmy? Czy zarobki są dla mnie z satysfakcjonujące? Możemy zadać sobie wiele podobnych pytań i to odpowiedzi na nie mogą podsunąć nam rozwiązania tej sytuacji - od zmiany pracy do tego że nie zmienimy nic poza naszym nastawieniem. Możemy przecież pracować tam dalej, przyjmując, po przeanalizowaniu różnych aspektów, że chcemy tam zostać i decydujemy się na robienie tej kawy, mimo że nie mamy tego w umowie. 

Najważniejsze dla mnie w tym wszystkim to wewnętrzna zgoda na rzeczywistość. Czyli przyjmuję, że jest tak jak jest, np. – ‘mój mąż nie wkłada naczyń do zmywarki po sobie’, ‘moje dziecko piszczy raz na kilka minut’, ‘oni ciągle mnie o to pytają’ i zadanie sobie pytania - co ja mogę zrobić, żeby poczuć się lepiej, zakładając że ta druga osoba, lub cokolwiek to jest w świecie - się nie zmieni. Paradoksalnie właśnie taka akceptacja prowadzi do zmian. 

Jak to się ma do rodzicielstwa? Zacznę cytatem Jespera Juula:

„Autentyczność, poczucie wartości naszego życia i wytrwałość powstają dzięki wewnętrznej jasności na temat tego, co jest dla nas ważne, a co nie – ale tak ważne, że jesteśmy gotowi wziąć za to odpowiedzialność. Takie wytrwałe życie bierze się ze zdolności do odczuwania własnych uczuć, bo to one są fundamentem marzeń, zamiarów, życzeń, decyzji i działań.” Pochodzi on z książki, którą Juul napisał razem z Helle Jensen pt. „Empatia wzmacnia dzieci i trzyma cały świat razem”.

A więc – rodzicu – zadaj sobie pytanie, czy wiesz co jest dla Ciebie ważne? Nie wiedząc tego raczej ciężko wziąć odpowiedzialność za własne życie. Bardzo często oczekujemy od dzieci, że będą robiły różne rzeczy i staramy się wzmacniać ich motywację, a jak jest z naszą motywacją? Czy żyjesz tak, jak chcesz żyć? Czy wstajesz rano z uśmiechem i odczuwasz radość życia? Bo ciężko jest przekazać dzieciom coś, czego samemu się nie ma. Więc jeśli Ty rodzicu potrzebujesz zewnętrznych zachęt i motywacji, aby zrobić cokolwiek, np. gratyfikacji finansowej to nie oczekuj, że twoje dziecko będzie miało inaczej. A żeby pielęgnować motywację wewnętrzną w dzieciach warto odnaleźć ją także w sobie. Cytując dalej Juula i Jensen „dlatego tak ważne jest, aby zrozumieć, na czym polega wyzwanie odczucia własnej pełni: na znalezieniu czasu i możliwości ćwiczenia się w czymś tak prostym bezpośrednim jak zagłębienie się w siebie i odprężenie.” 

Jeśli więc widzisz swoje dziecko i cokolwiek cię w nim niepokoi lub w twojej relacji w nim – spytaj sam siebie: co możesz zrobić, aby było Ci lepiej zakładając, że Twoje dziecko nic nie zmieni? Takie pytanie jest dla mnie początkiem zagłębiania się w siebie. Bo jeśli niepokoi mnie, że dziecko nie sprząta po sobie zabawek, sypie piachem inne dzieci, słabo śpi w nocy, czy nie odrabia zadań domowych to chcę przede wszystkim sprawdzić, co ja mogę z tym zrobić. A żeby się tego dowiedzieć to odpowiadam sobie na pytanie – co jest dla mnie ważne. Wtedy mam szansę dowiedzieć się czegoś o sobie i znaleźć wiele kreatywnych rozwiązań tej kwestii, bo przestaję skupiać się na tym, aby zmienić dziecko, a zaczynam myśleć o tym, co JA mogę zrobić, aby MNIE było lepiej – a często w efekcie również i dziecku jest łatwiej, bo przestaje być „problemem”. Tak postawione pytanie sprawia, że zupełnie przenoszę środek ciężkości z dziecka na siebie i w wielu przypadkach samo to skutkuje pewnymi zmianami, a w innych niesamowicie zwiększa się moja kreatywność w szukaniu pomysłów.

Na przykład jeśli moje dziecko nie sprząta po sobie zabawek to mogę się zastanowić, co mogę zrobić, aby było mi łatwiej. To nie zmienia oczywiście faktu, że chcę aby to ono sprzątało te zabawki, ale w danym momencie ich nie sprzątnęło. Mogę zastanowić się, czy tak jest zawsze, czy to jednorazowa sytuacja? Jak reaguję? Czy złoszczę się, bo chcę aby moje żądanie zostało spełnione tu i teraz i nie znoszę sprzeciwu? Czy jestem zmęczona, bo poza sprzątaniem zabawek robię wiele innych rzeczy, na które nie mam ochoty? Na czym bardziej mi zależy – na relacji z dzieckiem, czy na tym, aby tu i teraz zabawki zostały sprzątnięte? Czemu tak ciężko porozmawiać mi z dzieckiem uwzględniając też jego stronę, kiedy zabawki rozrzucone są po całym pokoju? Co jest dla mnie ważne, na czym mi zależy? Jeśli zależy mi na dziecku, to zakładając, że sytuacje tego typu powtórzą się pewnie jeszcze nie raz, zanim dziecko wyprowadzi się z domu, może chciałabym odnaleźć takie rozwiązanie tej sytuacji, które bierze pod uwagę zarówno moją stronę, jak i dziecka? I znów, rozwiązań może być wiele i też mogą różnić się od siebie znacznie, w zależności od tego, co będzie po każdej ze stron. Takie spojrzenie na sprawę powoduje jednak, że zaczynam brać odpowiedzialność za swoje życie zamiast chodzić i powtarzać: ‘No oszaleję z tym dzieckiem, ono nigdy po sobie nie sprząta!’ 

Słyszałam o badaniach (niestety nie znam źródła), które podają, że tylko 3% społeczeństwa bierze odpowiedzialność za swoje życie. Chciałabym wierzyć, że liczba ta będzie się zwiększać. I że będzie to z korzyścią i dla rodziców i dla dzieci. A jeśli chcesz zacząć już teraz – to zadaj sobie już teraz pytanie: co jest dla ciebie ważne i jak chcesz żyć? Zbuduj to co chcesz z tych klocków, które masz.

Zdjęcie: Pixabay

komentarze na blogu dostarczane przez Disqus