Lęk przed oceną i lęk przed autorytetem

Lęk przed oceną i lęk przed autorytetem

Po moim ostatnim doświadczeniu ze studentami (a więc dorosłymi ludźmi) uderzyło mnie i zasmuciło kilka faktów, które zauważyłam: po pierwsze ich ogromny lęk przed autorytetem czy też lęk przed oceną, po drugie brak odpowiedzialności za własne życie i po trzecie – często pewnie jako efekt tych dwóch pierwszych – trzecia rzecz: zupełnie zgaszona chęć zdobywania wiedzy. Naprawdę pojedyncze osoby są na studiach po to, aby zdobywać wiedzę. Są to nie tylko moje wnioski z pracy ze studentami, podobne doświadczenia mam z okresu kiedy sama byłam studentką – większość z tych rzeczy dotyczyła również mnie.

Ale zacznijmy od początku – skąd bierze się w nas tak ogromny lęk przed autorytetem?

Naszymi pierwszymi autorytetami są rodzice. To oni ukierunkowują nasze myślenie o świecie oraz nasze działania. I kiedy korzystają z metod, które są powszechne w naszym społeczeństwie już na bardzo wczesnym etapie wykształcają w nas lęk przed autorytetem. Zawsze wtedy kiedy wygłaszają oceniające komunikaty, jak na przykład: Przecież mówiłem ci żebyś uważał a ty skaczesz jak szalony, No jak możesz tak rozrzucać, Nie wolno  tak sypać piaskiem, Ale z ciebie łobuz, Tylko małe dzidzie siusiają w majtki, Gdybyś nie rozlał tego soku to bym nie krzyczał, ale także: Pięknie, ale jesteś grzeczna, Ale z ciebie dobra dziewczynka – tak ładnie podzieliłaś się zabawkami, Dzielny chłopiec – w ogóle nie płakałeś – stawiamy siebie w roli kogoś, kto wie lepiej i kto może dziecku powiedzieć, kiedy jest dobre, a kiedy złe. Z jednej strony – zgadzam się z tym, że przecież jako dorośli mamy dużo większą wiedzę o świecie i naszym zadaniem, jako rodziców jest się tą wiedzą dzielić z dziećmi. Jednak możemy robić to bez zawstydzania, wywoływania w dzieciach poczucia winy, czy sprawiania, że czują się dobrze TYLKO wtedy, kiedy ich zachowanie się nam spodoba. W momencie jednak kiedy utożsamiamy dziecko z zachowaniem, które prezentuje dzieci otrzymują komunikat: Kiedy zachowuję się tak i tak (dzielę się zabawkami, nie płaczę, siedzę cicho i bez ruchu) jestem dobry, a kiedy zachowuję się inaczej (sypię piaskiem, robię siku w majtki, rozrzucam jedzenie, spadam z krzesła) jestem zły.

Takie widzenie siebie wiąże się z dwoma poważnymi niebezpieczeństwami – po pierwsze jest to duże zagrożenie dla naszego poczucia własnej wartości. Jednak poczucie własnej wartości to tak rozległy temat sam w sobie i nie chcę teraz skupiać się na tym. Drugie niebezpieczeństwo jest takie, że taka osoba staje się zupełnie podatna na to, co usłyszy na swój temat na zewnątrz. Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy dzieci słyszą zarówno krytykę, jak i pochwały, czy na przykład same pochwały – efekt jest ten sam.

Na skutek pochwał w dzieciach słabnie wola i duma z własnych osiągnięć. Tracą umiejętność samodzielnego określania, co jest osiągnięciem, a co nie. W skrajnych przypadkach mogą uzależniać się od pochwał, jak od narkotyków, a w przyszłości mogą zupełnie polegać na ocenie innych ludzi, wpadając w huśtawkę nastrojów, zależnie od tego, czy ich współmałżonek, czy szef uzna, że dobrze się spisali. A. Kohn, Wychowanie bez nagród i kar

Dzieci takie w dorosłym życiu mogą cały czas żyć w lęku przed byciem ocenionym, a w szczególności, kiedy oceny tej dokonuje ktoś – kto jest autorytetem.

No właśnie – bo przecież, kiedy powoli zaczynamy wychodzić spod skrzydeł rodziców, trafiamy do przedszkoli i szkół, gdzie w znaczącej większości takie metody „radzenia sobie z trudnym zachowaniem dzieci” są nadal praktykowane. Dzieci słyszą od nauczycieli, że są mądre lub głupie, że są grzeczne lub nie i na tej podstawie tworzą sobie wiedzę na swój temat – myślą, że są dobre tylko wtedy, kiedy robią to, co podoba się osobom w ich otoczeniu.

Wtedy kiedy w relacjach z dziećmi przyjmujemy role tych, którzy wiedzą lepiej, którzy wskazują, kiedy jesteśmy wartościowi, a kiedy nie – przyczyniamy się do tego, że w dorosłości takie osoby mogą odczuwać bardzo silny lęk przed oceną i przed autorytetem. Ilu z nas odczuwa lęk (niektórzy nawet paniczny) przed wszelkimi egzaminami (np. na prawo jazdy), publicznymi wystąpieniami, rozmowami kwalifikacyjnymi, rozmowami z szefem, czy rozmowami z policjantem, który zatrzymuje nas machając swoim lizakiem? Myślę, że znaczna większość z nas.

Drugą kwestią, która wiąże się z lękiem przed autorytetem jest to, że kiedy zaczynamy odczuwać brak wpływu na własne życie – bo przecież inni decydują za nas, inni mówią nam, kiedy zachowaliśmy się dobrze, a kiedy źle, kiedy zasługujemy na aprobatę, a kiedy na wzgardę – to aby jak najczęściej zasłużyć na aprobatę stajemy się zewnątrz sterowni oraz posłuszni. Poddajemy się rodzicom i nauczycielom, potem czasem grupie rówieśniczej – ale to ciągle nie ma znamion naszego świadomie podejmowanego wyboru, jest raczej oznaką buntu wobec tego, co znamy. W efekcie stajemy się dorosłymi, którzy nie potrafią wziąć odpowiedzialność za swoje życie, bo nikt nam nie pokazał, jak to zrobić. I potem dalej czekamy na instrukcje i impulsy z zewnątrz – na nauczyciela, który powie co zrobić, na żonę, która wskaże, że śmieci są do wyrzucenia, na szefa, który zbeszta i wyznaczy zadania do wykonania na wczoraj.

Trzecim efektem tego, że przyjmujemy role wszechwiedzących nadludzi, którzy mówią dzieciom, kiedy zasługują na miłość i uwagę, a kiedy jedynie na krytykę i osąd jest to, że zupełnie przestajemy podążać za naszymi impulsami, za tym co w nas żywe i prawdziwe. Po prostu boimy się, że to również okaże się nie takie, jakie życzą sobie ci inni. Podejmujemy jak najmniej działań w celu wyeliminowania każdej potencjalnej szansy bycia ocenionym. Lęk przed oceną skutecznie hamuje nasze chęci i pomysły. A jednym z naszych wrodzonych mechanizmów jest chęć poznania otaczającego nas świata, chęć nauki, samorozwoju. Ale kiedy tyle razy usłyszeliśmy: Nie zadawaj tylu pytań, To ty tego nie wiesz, Źle, Błąd, Nie uważałeś, czy Siadaj pała to skutecznie odechciewa się nam poznawać świat i po prostu uczyć się nowych rzeczy dla samej przyjemności rozwoju.

Kiedy zastanawiam się, co można zrobić, aby nie wykształcić w dzieciach lęku przed oceną, czy lęku przed autorytetem od razu przychodzi mi do głowy, że możemy po prostu ich nie oceniać…

Jeśli chcemy, aby nasze dzieci

- przez całe życie pogłębiały swoją wiedzę

- autentycznie ekscytowały się słowami, liczbami, pojęciami

- unikały lgnięcia do tego co łatwe i bezpieczne

- wyrosły na osoby samodzielnie myślące

To róbmy wszystko, aby zapomniały o ocenach. A. Kohn, Wychowanie bez nagród i kar

                Ale oczywiście możemy zrobić dużo więcej – po prostu traktować je z równą godnością i akceptować je bezwarunkowo. Możemy po prostu być przy nich, towarzyszyć im w rozwoju do którego są zaprogramowane, zamiast je poprawiać i korygować. Traktując dzieci serio możemy naprawdę sprawić, że będą miały taką samą radość ucząc się czegoś w dorosłym życiu, jaką radość ma malutkie dziecko poznając świat.

Zdjęcie: pixabay

komentarze na blogu dostarczane przez Disqus